14 historii o smutku i nadziei. Recenzujemy polski serial "W domu". Maciej Wernio Autor w Noizz.pl. udostępnij artykuł. "W domu" to serialowa antologia, w której polscy reżyserzy w krótkich filmach podejmują temat najcięższego lockdownu podczas epidemii. Sprawdziliśmy, jak poradzili sobie z tym trudnym i wielowątkowym tematem.
Zły dotyk. 7,3. Film. 2004. 1g. 47m. Dramat. Film porusza głośny dziś problem wykorzystywania seksualnego dzieci. Pokazuje, jak głęboki wpływ mają podobne doświadczenia na życie młodych ofiar. Bohater filmu - Brian, nieudacznik wychowywany przez nadopiekuńczą matkę - wyparł z pamięci traumatyczne przeżycia.
W normalnej rozmowie, jeśli ktoś zwraca się do nas agresywnie, możemy pomóc mu odpowiednio zadając pytania, kierować jego uwagę nie na obwinianie, ocenę, czy wymierzanie kary, ale na rozpoznanie uczuć i niezaspokojone potrzeby generujące agresywne zachowania. Należy pamiętać, że to we własnym wnętrzu padają najsurowsze wyroki
Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Jedną z ustaw poruszających kwestię przemocy jest ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (Dz. U. z 2021 r., poz. 1249 t.j). Określa ona zadania w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie, zasady postępowania wobec osób dotkniętych przemocą w rodzinie
Jakie znacie nacie filmy o przemocy w szkole? 2011-11-28 22:49:25; Znacie jakieś SMUTNE azjatyckie dramy? 2014-06-16 18:26:13; Znacie jakies fajne filmy azjatyckie? 2013-08-20 13:32:55; Znacie może jakieś filmy poruszające temat przemocy w szkole? 2012-04-03 22:14:23; Jakie znacie filmy o przemocy /prześladowaniu w szkole? 2015-06-30 12:17:21
Filmy o chorobach psychicznych: Czarny łabędź (2010) Nina, piękna i zdolna baletnica, stara się o główną rolę w Jeziorze łabędzim. Kiedy udaje jej się to i zaczyna odnosić sukcesy
. Opinie | kadr z filmu „Incepcja” Sztuka filmowa ma wiele oblicz. Banał, ale jakże prawdziwy, bo przecież w kinie można zakochać się zarówno za sprawą wymagających emocjonalnie oraz intelektualnie opowieści zapraszających do egzystencjalnych rozważań o sednie człowieczeństwa, jak i przy pomocy efektownych produkcji przenoszących nas do barwnych, wielowymiarowych, skłaniających do korzystania z wyobraźni miejsc, których w otaczającej nas rzeczywistości raczej nigdy nie doświadczymy. W naszym zestawieniu proponujemy dziesięć widowiskowych na różne sposoby filmów, które możecie w każdej chwili obejrzeć w domowym zaciszu. Mad Max: Na drodze gniewu (2015), reż. George Miller Netflix Na początek wyzbyta większości nużących hollywoodzkich schematów fabularnych przygoda w post-apokaliptycznym świecie, w którym zmieniona w gigantyczną pustynię Ziemia rządzona jest przez dyktatorskich psychopatów i uzbrojone po zęby bandy ich sługusów. Pewien poszukujący odkupienia samotnik, który nie chce mieć nic wspólnego z niedobitkami ludzkości, zostaje wciągnięty w desperacką ucieczkę kilku kobiet przez wyschnięte pustkowia oraz rozległe bagna. Publiczność podziwia wymarłe obszary skąpane w intensywnych odcieniach pomarańczy, żółci czy nocnego błękitu, a także bierze udział w rozgrywającej się na pełnej prędkości bitwie na śmierć i życie. Zrealizowane za prawie dwieście milionów dolarów, punkowe w duchu widowisko zostało wypełnione po brzegi szalonymi wizualnymi pomysłami, których nikt wcześniej na taką skalę nie realizował, a które później wielu próbowało nieudolnie powielać. W stronę słońca (2007), reż. Danny Boyle Rakuten Połowa XXI wieku, ludzie nauczyli się wprawdzie żyć pokojowo, żeby nie doprowadzić własnej planety na skraj katastrofy, jednakże zagrożenie pojawiło się z zupełnie niespodziewanej strony. Słońce, które powinno „świecić” jeszcze długo po upadku gatunku ludzkiego, zaczyna z jakichś względów gasnąć. Z zamarzającej powoli planety wyrusza w jego stronę ekspedycja zaopatrzona w ładunek nuklearny, jednak największym wyzwaniem jej uczestników nie będzie wykonanie wyznaczonego zadania, lecz stawienie czoła własnej śmiertelności. Choć W stronę Słońca kuleje fabularnie w ostatnim kwadransie, film Boyle’a jest jednym z najlepszych istniejących dowodów na to, że strona wizualna może być zdecydowanie ważniejsza od dialogów i treści fabularnej. Sekwencji, w trakcie której jeden ze śmiałków zostaje „pochłonięty” przez Słońce w takt hipnotycznej muzyki Johna Murphy’ego, nie da się opisać słowami. To trzeba po prostu obejrzeć. Grawitacja (2013), reż. Alfonso Cuarón Netflix Zostajemy w klimatach kosmicznych, tym razem jednak mamy do czynienia z desperacką walką o przetrwanie na orbicie ziemskiej, z dala od jakiejkolwiek ludzkiej pomocy. Oto bowiem misja mająca na celu naprawę teleskopu Hubble’a zamienia się w tragedię, gdy szczątki rosyjskiego satelity, jedne z tysięcy „kosmicznych śmieci” krążących wokół Ziemi, niszczą wahadłowiec i zabijają prawie wszystkich astronautów. Pozostała przy życiu inżynier medyczna, dla której jest to debiut w przestrzeni kosmicznej, przenosi się chałupniczymi metodami pomiędzy kolejnymi stacjami kosmicznymi, próbując znaleźć jakiś sposób powrotu na Ziemię. Większość Grawitacji została nakręcona w studiu, ale próżno szukać innego filmu, w którym efekty wizualne byłyby tak nierozerwalnie związane z opowiadaną historią. W niektórych scenach tego wyjątkowego kosmicznego survivalu błędnik szaleje i łatwo zapomnieć, że siedzi się w bezpiecznym fotelu. Labirynt fauna (2006), reż. Guillermo del Toro Cineman Wracamy na Ziemię, zamieniamy gatunek science fiction na mroczną baśń fantasy i przenosimy się do roku 1944 do rządzonej przez frankistów Hiszpanii, gdzie jedenastoletnia dziewczynka przechodzi przyspieszony kurs dojrzewania. Coraz bardziej przerażona otaczającym ją światem ideologicznej przemocy Ofelia przybywa z matką do domu swego ojczyma, psychopatycznego wojskowego, którego głównym celem jest wybicie wszystkich sprzeciwiających się nowej władzy. Pewnego dnia Ofelia odkrywa wejście do tajemniczego labiryntu, gdzie napotyka różne mniej lub bardziej makabryczne stwory i dowiaduje się, że jest wcieleniem zmarłej dawno temu księżniczki z magicznej krainy. Piękna, metaforyczna, słodko-gorzka alegoria ludzkiego losu, ubrana w szereg imponująco malarskich pomysłów, a zarazem niezwykle wartościowa opowieść o nieskończonych pokładach dziecięcej wyobraźni ścierającej się z cynizmem świata dorosłych. Źródło (2006), reż. Darren Aronofsky Prime Video W tym samym roku światową premierę miała jeszcze inna spektakularnie malarska i zaskakująco filozoficzna filmowa opowieść zacierająca granice pomiędzy rzeczywistością oraz fikcją. A przy okazji między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, gdyż akcja Żrodła rozgrywa się na trzech rozdzielonych tysiącem lat płaszczyznach czasowych, zaś fabuła skupia się na dążeniu głównego bohatera (w trzech różnych wcieleniach) do pokonania… śmierci. Najbardziej wymagający film lubiącego zadręczać widza egzystencjonalnymi pytaniami Aronofsky’ego jest w swej istocie przejmującą historią miłosną i jednocześnie refleksją nad ludzką przemijalnością. Nie znajdziecie w nim żadnych odpowiedzi ani tym bardziej podpowiedzi, jednakże iście obłędna strona wizualna, wspomagana kreatywnym montażem oraz dość innowacyjnym wykorzystaniem makrofotografii, wynagradza wszelką frustrację spowodowaną enigmatycznością samej historii. John Wick (2014), reż. Chad Stahelski, David Leitch Cineman Na przeciwnym biegunie mamy Johna Wicka, kwintesencję dosłownego, pozbawionego większej głębi kina akcji, w którym wystylizowana przemoc, łamane głośno kości i świszczące między kadrami kule zapewniają niemożliwie przyjemną rozrywkę. John Wick jest byłym zabójcą na zlecenie. W kryminalnym światku zyskał miano legendy, twardziela nad twardziele, z którym zadzierają wyłącznie samobójcy. Pewnego dnia zakochał się i porzucił życie zabijaki. Poznajemy Wicka, gdy jego żona zmarła na nieuleczalną chorobę, a pozostawionego przez nią psa zabił lekkomyślny rosyjski gangster. John zamierza się zemścić, choćby miał wybić pół miasta, a my podążamy za nim, poznając zasady rządzące światem honorowych zabójców i zachwycając się stroną wizualną na pograniczu filmu i gry wideo. Części druga i trzecia są bardziej widowiskowe, ale nie mają już tego czegoś, co sprawiło, że John Wick stał się międzynarodowym fenomenem. Incepcja (2010), reż. Christopher Nolan Netflix Bodaj najbardziej oryginalne hollywoodzkie widowisko XXI wieku, na dodatek nieobarczone żadnym literackim bądź komiksowym pierwowzorem. W alternatywnej wersji przyszłości postęp technologiczny umożliwia odpowiednio przeszkolonym zawodowcom „włamywanie się” do ludzkiej podświadomości. I nie tylko pozyskiwanie w ten sposób ważkich informacji, ale także pozostawianie tam zalążków idei, które później kiełkują w nieprzewidywalny sposób w danym umyśle, odmieniając życie jego właściciela. W filmie obserwujemy działania działającego poza prawem zespołu, który wykonuje ryzykowne zlecenie korporacyjnej „incepcji”, ale zagłębia się zdecydowanie za daleko, zdradzając własną obecność. Nolan manipuluje percepcją widza tak dobrze przy pomocy strony wizualnej i cięć montażowych, że łatwo się w jego świecie zatracić, zapominając o permanentnej nierzeczywistości kolejnych poziomów filmowej rzeczywistości. Interstellar (2014), reż. Christopher Nolan Netflix Nie bez powodu w naszym zestawieniu znalazły się dwa filmy Nolana. Brytyjski reżyser nie ma sobie równych w tworzeniu zapadających w pamięci widowisk za setki milionów dolarów. O ile jednak w Incepcji wielopiętrowa fabuła była kluczowym elementem filmowej układanki, tak w Interstellar gra ona zdecydowanie drugorzędną rolę. To znaczy, ważne jest, że jest to osadzona w roku 2067 opowieść o ekipie śmiałków, którzy wyruszają z dogorywającej Ziemi w kierunku tunelu czasoprzestrzennego znajdującego się niedaleko Saturna, żeby znaleźć nową planetę dla zdesperowanej ludzkości. Ważniejsze jest jednak wpisane w zdjęcia i muzykę Hansa Zimmera pionierskie eksplorowanie tego, co znajduje się za nieosiągalnym dotąd horyzontem. Interstellar to dziecięce marzenie odkrywania tajemnic kosmosu urzeczywistnione w formie, jaką poszczycić się nie może żadne inne filmowe dzieło za wyjątkiem 2001: Odysei kosmicznej Kubricka. Blade Runner 2049 (2017), reż. Denis Villeneuve Player Przez trzydzieści lat od dramatycznych wydarzeń z Łowcy androidów świat uległ gwałtownym rewolucjom i subtelnym przemianom, ale walczący o uznanie swego człowieczeństwa replikanci nie przestali być niewolnikami ludzkich systemów klasowych. W pewnym sensie ich sytuacja wręcz się pogorszyła, gdyż wypracowano społeczno-kulturowe status quo, które wielu z nich pozwoliło uwierzyć, że stali się nareszcie pełnoprawnymi członkami społeczeństwa. Gdy pojawia się potencjalny dowód na to, że replikanci potrafią się rozmnażać, rozpoczyna się futurystyczna zimna wojna o to, kto najlepiej wykorzysta tę wiedzę i jej ewentualne konsekwencje. W roli głównej występuje jednak u Villeneuve’a imponujący świat przedstawiony, współtworzony przez czarodzieja kamery Rogera Deakinsa. Prawda jest taka, że tego filmu nie trzeba słuchać i śledzić jego dialogów. Wystarczy go oglądać i podziwiać wizualne możliwości współczesnego kina. Mission: Impossible - Ghost Protocol (2011), reż. Brad Bird HBO Go Kinowa seria Mission: Impossible zapewnia od swego zarania w 1996 roku wyjątkowo wizualne doświadczenia, jednak na jej przedstawiciela w naszym zestawieniu wybraliśmy świadomie część czwartą, Ghost Protocol, a nie ostatnią, Fallout. Z jednej strony dlatego, że części piąta i szósta nakręcił Christopher McQuarrie, który podchodzi do strony wizualnej wyjątkowo praktycznie i woli skupiać się na spektakularności samych scen akcji, a z drugiej z tego prostego względu, że pastiszowy film Brada Birda zdaje się oferować najwięcej czystej frajdy. Od ucieczki Hunta z rosyjskiego więzienia i włamywania się na Kreml po pościg w burzy piaskowej w Dubaju oraz finałową potyczkę w parku samochodowym, Ghost Protocol dostarcza po równo ekscytującej akcji i pozytywnego zastrzyku humoru. Wisienką na torcie jest zrealizowana z finezją sekwencja brawurowej wspinaczki po szklanej ścianie Burj Khalifa, wówczas najwyższego budynku świata. Dziennikarz, tłumacz, kinofil, stały współpracownik festiwalu Camerimage. Nic, co audiowizualne, nie jest mu obce, najbardziej ceni sobie jednak projekty filmowe i serialowe, które odważnie przekraczają komercyjne i autorskie granice. Nie pogardzi też otwierającym oczy dokumentem. zobacz także Z historii awiacji. Felicity Jones i Eddie Redmayne w zwiastunie „The Aeronauts” NewsyZ historii awiacji. Felicity Jones i Eddie Redmayne w zwiastunie „The Aeronauts”Mikael Blomkvist znów w akcji. Powstanie kolejna trylogia książkowa z serii „Millennium" NewsyMikael Blomkvist znów w akcji. Powstanie kolejna trylogia książkowa z serii „Millennium"Obsesja, samotność i social media. Obejrzyj animację „Oh, Darling!” NewsyObsesja, samotność i social media. Obejrzyj animację „Oh, Darling!”Z planu filmowego do galerii sztuki. Wystawa obrazów Sylvestra Stallone w muzeum w niemieckim Hagen NewsyZ planu filmowego do galerii sztuki. Wystawa obrazów Sylvestra Stallone w muzeum w niemieckim Hagen
Fałszywa idea o wyładowaniu agresji dzięki przemocy na ekranie Przez jakiś czas, rozpowszechniona była fałszywa teoria o „pozytywnym” wpływie przemocy na ekranie. Twierdzono, że stanowi ona swego rodzaju ujście dla agresywnych impulsów jednostki. W ten sposób uniemożliwiałyby jej one podjęcie agresywnych zachowań, tak jakby posiadała cechę „oczyszczającą” (katharsis). Oglądanie przemocy służyłoby odwróceniu ludzkich impulsów. Jednak liczne badania przeprowadzone na ten temat (ponad 3500) pokazują, że dzieje się wręcz przeciwnie. Im bardziej dana osoba jest narażona na obrazy przemocy, tym częściej zachowuje się ona agresywnie. Przykłady badań Bardzo wymowne są wyniki kanadyjskich badań (źródło poniżej) na ten temat przeprowadzone w jednej ze szkół podstawowych. Wykazały one, że dwa lata po pojawieniu się telewizji (i obrazów przemocy), częstotliwość zniewag i innych obelg podwoiła się, a ilość ataków fizycznych (ugryzienia, zadrapania, uderzenia) potroiła. Inne badania potwierdziły, że skróceniu czasu spędzanego przed ekranem, doprowadziło do zmniejszenia poziomu przemocy w domu i w szkole. Związek między przemocą w realnym życiu a przemocą na ekranie nie ulega już dzisiaj wątpliwości. Tak więc, kiedy widzimy osobę zaangażowaną w akt przemocy, wyobrażamy sobie dokonanie tego aktu przemocy (na miejscu bohatera), czy też wykonujemy go w grze komputerowej, rezultat jest taki sam. Nasze agresywne impulsy są zaostrzone. Liczne testy mające na celu zmierzenie agresywności uczestników po obejrzeniu brutalnych obrazów (lub po uczestniczeniu w brutalnych grach wideo) potwierdzają te wyniki. Agresywne zachowanie jest częstsze, a dokonanie aktu przemocy łatwiejsze. Przemoc na ekranie i wzrost tolerancji wobec przemocy Obcowanie z brutalnymi obrazami podnosi nasz próg tolerancji wobec przemocy. Sprzyja banalizowaniu aktu przemocy, a w konsekwencji sprawia, że zaczynamy postrzega je jako zachowania społecznie akceptowalne. Jest to proces habituacji. Dla przykładu: mózg może przyzwyczaić się do oglądania w wiadomościach obrazów, które powinny przyprawiać nas o dreszcze, ale które nie wywołują u nas większej reakcji. Powtarzanie brutalnych obrazów uniewrażliwia na przemoc i wpływa na zachowanie jednostki (bez względu na wiek), bo często przemoc jest przedstawiona w pozytywnym świetle. Modyfikuje to nasze reprezentacje społeczne. Jak wykazały badania we Francji i Stanach Zjednoczonych, materiały audiowizualne (filmy, gry…) pokazują, że przemoc często jest skutecznym środkiem do rozwiązywania konfliktów. Ulegamy wrażaniu, że jest ona moralnie uzasadniona, gdy jest używana przez „dobrych” do walki ze „złymi”. I wierzymy, że używanie przemocy nie ma większych negatywnych konsekwencji dla bohaterów. Deformacja rzeczywistości Inny fakt, na który zwrócono uwagę w badaniach, zasługuje na uwagę: rozpowszechnianie brutalnych obrazów (zwłaszcza w wiadomościach) maskuje rzeczywistość. Ten „efekt ekspozycji” polega na zniekształceniu rzeczywistości poprzez częsty kontakt ze zjawiskiem. Daje to widzowi poczucie, że przemoc jest wszędzie. Potwierdzają to badania (źródło później), które miały na celu analizę poczucia braku bezpieczeństwa wśród amerykańskiej populacji. Uderzający jest gwałtowny wzrost skorelowany z pojawianiem się coraz bardziej brutalnych obrazów w telewizji. W marcu 1992 zaledwie 5% ankietowanych odczuwało poczucie niepewności, a w sierpniu 1994 roku odsetek ten wzrósł do 52%! Jednocześnie oficjalne dane zapowiadały znaczny spadek przestępczości. To zniekształcenie rzeczywistości było spowodowane jednym czynnikiem: wzrostem brutalnych obrazów w telewizji w tym okresie (między innymi nagłośniona sprawa W analogiczny sposób negatywne informacje osłabiają nasz system odpornościowy i zwiększają poziom stresu. Lękliwość i agresja u dzieci U dziecka, szkodliwe konsekwencje obcowania z przemocą na ekranie są liczne. Jak wynika z badań, należą do nich, między innymi, podwyższone poczucie lęku i depresji, i częstsza potrzeba opieki psychologicznej. W późniejszym wieku zwiększa się prawdopodobieństwo zachowań uzależniających lub przestępczych (a w konsekwencji: gorsze wyników w nauce). U dzieci „karmionych” od najmłodszych lat ekranową przemocą notuje się wyraźną tendencję do nieuzasadnionej agresji, niski poziom empatii i bardzo niską tolerancji na frustrację. Przemoc na ekranie – łatwiej zapobiegać niż leczyć Podsumowując, przemoc na ekranie powoduje wśród dzieci (i nie tylko) niezaprzeczalne szkody. Jako, że łatwiej zapobiegać niż leczyć, chronienie dzieci przed brutalnymi scenami jest niezbędne dla zwiększenia ich psychologicznego komfortu i poczucia bezpieczeństwa. Oczywiście, to wcale nie znaczy, że wszyscy widzowie staną się agresywnymi przestępcami, jeśli obejrzą w telewizji zbyt wiele brutalnych filmów czy zagrają w brutalne gry. To znaczy jedynie, że obrazy na ekranie (filmy, programy, gry…) reprezentują znaczący wektor strachu, niepokoju, agresywności i przemocy. Wybór należy do nas, rodziców. Nasze dzieci stworzą jutrzejsze społeczeństwo i tym samym określą poziom przemocy, jakim będzie się ono charakteryzowało. Źródła : Joy, Kimball, & Zabrack, (1986). Television and children’s aggressive behavior. In Williams (Ed.), The impact of television: A natural experiment in three communities (pp. 303-360). New York: Academic Press. Dennis T. Lowry, Tarn Ching Josephine Nio, Dennis W. Leitner Setting the Public Fear Agenda: A Longitudinal Analysis of Network TV Crime Reporting, Public Perceptions of Crime, and FBI Crime Statistics, Journal of Communication, Volume 53, Issue 1, 1 March 2003, Pages 61–73 Czy Waszym dzieciom zdarza się oglądać filmy ze scenami przemocy albo grać w gry komputerowe zawierające walki? Jeżeli przemoc na ekranie zainspirowała Was do refleksji, podzielcie się nią z nami w komentarzach pod tekstem.
Hej,szukam dwóch filmów, które oglądałam na przełomie XX i XXI wieku. ;) Pamiętam tylko kluczowe sceny, ale mam nadzieje, ktoś będzie kojarzył o jakie filmy mi chodzi ;)1. Film, lub odcinek serialu kryminalnego (co jak "Dowody zbrodni", jednak nie znalazłam takiego odcinka). Chodzi o śmierć małej dziewczynki sprzed lat. Była ona ofiarą przemocy domowej. Śledztwo prowadzi ładna blondynka. Na pewno jest tam rozmowa z siostrą ofiar i ukazane jej wspomnienia. Jak bawią się w domu, były chyba trzy siostry. Ich zabawy bardzo przeszkadzały ich matce, która bardzo na nie krzyczała i biła. Szczególnie tę, która nie żyje, albo tylko ją. Ważnym elementem jest sukienka, w której została pochowana ta dziewczynka, chyba dzięki niej siostrze przypomniało się co tak naprawdę stało się podczas jej śmierci. Film/serial na pewno nie powstał później, niż 2009 roku2. Film leciał bardzo często w telewizji w latach 90, szczególnie na Polsacie. Nie powstał później, niż w 1995. Pamiętam, ze jakoś na początku filmu była scena randki. Mężczyzna najprawdopodobniej uciekł/wyszedł z wiezienia/poprawczaka. Podczas rozmowy mówi dziewczynie, że przeżył krzesło elektryczne. W gwałtownym geście rozrywa swoje ubranie, na piersi jest blizna i w tym momencie niebo przecina ogromna błyskawica. On krzyczy kim jest, bądź kim się pamiętam jakiegoś łysego kolesia, chyba jeździł na wóżku inwalidzkim i nie mówił, bądź coś takiego. Możliwe, że trochę mi się jego postać miesza z tym doktorem z X - men'ów. On był chyba głową rodziny, albo nawet i mafii. Mieszkał bodajże w jakimś białym budynku porośniętym bluszczem.
Tytuł: “Sprzątaczka” (“Maid”) Rok produkcji: serial TV 2021 Reżyseria: John Wells Obsada: Margaret Qualley, Nick Robinson, Andie MacDowell, Anika Noni Rose i inni „Kobiety potrzebują średnio siedem prób, zanim uda im się uciec od znęcającego się nad nimi partnera” – tak brzmią słowa dyrektorki ośrodka dla ofiar przemocy domowej, do którego trafia Alex, główna bohaterka miniserialu Netlixa „Sprzątaczka”. To niezwykle poruszający, realistyczny obraz sytuacji matki, próbującej uwolnić się od toksycznego partnera i stworzyć dla siebie i swojej niespełna trzyletniej córeczki normalny dom. Oparta na faktach „Sprzątaczka” jest wizją Ameryki nędzy, bezdomności i bezradności tych, którzy nie sprostali mitowi sukcesu. Przede wszystkim jednak „Maid” to anatomia złożonej pułapki, w jakiej znajduje się samotna matka, przeciwko której działa nie tylko domowy agresor, ale także system pomocy społecznej i kulturowe stereotypy paradoksalnie utrzymujące ją w roli bezradnej ofiary. „Sprzątaczka” – historia Stephanie Land Dziesięcioodcinkowy miniserial „Sprzątaczka” to historia oparta na wspomnieniach Stephanie Land, która opisała swoje trudne życiowe doświadczenia, kiedy to w wieku 28 lat jako samotna matka maleńkiej córeczki znalazła się dosłownie na dnie. Bez domu i pracy, trafiła do ośrodka dla ofiar przemocy, gdzie mogła przebywać jedynie 90 dni. W tym czasie musiała odbudować swoje życie: znaleźć pracę, mieszkanie i stworzyć dla swojego dziecka stabilny dom. Scenariusz serialu Netflixa został oparty na książce Land „Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze” z 2019 roku, która trafiła na listę bestsellerów New York Timesa. Główną bohaterką filmu “Maid” jest Alex, która po kolejnej domowej awanturze, w której Sean (Nick Robinson) robi dziurę w ścianie i rozbija popielniczkę nad głową ich córki, w środku nocy ucieka ze swoim trzyletnim dzieckiem. W kieszeni ma jedynie 30 dolarów, które muszą jej wystarczyć na przeżycie. W jednej chwili zostaje bezdomną, samotną matką bez środków do życia. W ośrodku pomocy społecznej dowiaduje się, że może dostać mieszkanie socjalne, ale pod warunkiem, że będzie mieć stałe zatrudnienie, przynajmniej dwa kwitki z wypłaty. Alex natychmiast zatrudnia się więc w poleconej przez pracownicę socjalną firmie Yolandy, która zleca sprzątanie po głodowej stawce. Alex zostawia więc córkę pod opieką swojej nieodpowiedzialnej i niestabilnej psychicznie matki i wyrusza sprzątać wielką rezydencję. Tak zaczyna się dla bohaterki pierwszy dzień wolności. „Maid” Natflixa – w pułapce przemocy „Sprzątaczka” Netflixa to serial, który momentami wbija w fotel skalą wywoływanych emocji. Nie sposób pozostać obojętnym wobec historii samotnej matki walczącej o przetrwanie w zaplątanej sieci rozmaitych uwarunkowań. Kolejne odcinki odsłaniają różne oblicza przemocy, która, zwłaszcza w wersji psychicznej i ekonomicznej, może przybierać bardzo wyrafinowane formy. Najtrudniejszym elementem procesu wychodzenia z misternie stworzonej manipulacji jest moment uświadomienia sobie, że owa przemoc jest w ogóle faktem. Bo czy jeśli mężczyzna nie maltretuje swojej żony, ale wszczyna awantury, niszczy przedmioty, grozi, zastrasza, zabiera jej dostęp do konta – czy to wystarczające cechy znęcania? Czy będą one wiarygodne dla sądu? Jak je udowodnić, skoro nie ma świadków? Może lepiej zostać z mężem, który przecież potrafi być również cudowny i mimo wszystko jest ojcem? Czy dać sobie prawo do rozbicia rodziny? Jak samodzielnie utrzymać dziecko, jeśli nie ma się wykształcenia, dochodów ani nawet dachu nad głową? To dylematy, przed którymi staje Alex i – co zdaje się pokazywać „Sprzątaczka” – rozwiązania tych kwestii mogą okazać się nader trudne. „Maid” to serial, który przede wszystkim uświadamia, jak bardzo skomplikowanym zjawiskiem jest przemoc domowa. To swoista pułapka, w której ofiara tkwi nie dlatego, że jest naiwna czy głupia. Pod pewnymi względami przetrwanie w tak patologicznej sytuacji wymaga nie lada siły i inteligencji. Podczas seansu „Sprzątaczki” miałam nieodparte wrażenie, że film jest wręcz ciosem wymierzonym we wszystkie krzywdzące stereotypy na temat kobiet doświadczających znęcania ze strony partnerów. Pokazuje, że przemoc domowa to nie tylko sytuacja rozgrywająca się w czterech ścianach, ale sprawa wielowymiarowa, w której winowajcami są również wadliwy system opieki socjalnej, słabe wsparcie ze strony najbliższych, obojętność pracodawców, fatalne wynagrodzenia dla kobiet wykonujących najcięższe prace. „Sprzątaczka” i proces pokonywania bezradności „Sprzątaczka” Netflixa to serial, który silnie angażuje uwagę widza przez obranie perspektywy widzenia ofiary. Mamy tu do czynienia z zabiegami, mającymi na celu pokazanie jej sposobu myślenia o sobie i świecie. Razem z Alex godzinami czekamy w urzędach, wypełniamy stosy papierów mających polepszyć sytuację, wchodzimy na salę sądową, nie rozumiejąc ani słowa z prawniczego żargonu, szorujemy brudną toaletę w domu, w którym nikt nie sprzątał od lat. Nie jesteśmy tylko widzami fabuły „Sprzątaczki”, jesteśmy jej uczestnikami, doznając skrajnych emocji. Twórcy ani na moment nie pozwalają nam zobaczyć obiektywnych rozwiązań, wręcz przeciwnie, każą nam wniknąć w umysł Alex, przekonanej o swojej bezwartościowości. Słyszymy więc urojone dialogi i domniemany przebieg zdarzeń, który czasem rozgrywa się jedynie w głowie przestraszonej bohaterki. Serial „Sprzątaczka” pokazuje bowiem, że wychodzenie z roli ofiary jest równie skomplikowane jak zjawisko przemocy domowej. Warto podkreślić w tym miejscu bardzo dobre aktorstwo Margaret Qualley, która potrafiła wcielić się w postać samotnej matki niesłychanie sugestywnie. Przekonująco oddała wyuczoną bezradność swojej bohaterki i paraliżujący wstyd uniemożliwiający jej proszenie o pomoc i jej przyjmowanie. Wydaje się, że Margaret Qualley pomimo swojej ogromnej determinacji momentami celowo budzi wręcz poirytowanie odbiorcy, kiedy chciałoby się nią wstrząsnąć i powiedzieć – nie daj się tak traktować, walcz. Co ciekawe, aktorka zagrała tu w duecie ze swoją prawdziwą matką – Andie MacDowell, która stworzyła fenomenalną rolę ekscentrycznej, budzącej skrajne emocje artystki. Labilna psychicznie, choć niezdiagnozowana kobieta, całe życie zmieniająca kochanków i miejsca zamieszkania w poszukiwaniu życiowego celu to z pewnością kreacja warta uwagi. Podobnie, jak cały serial. „Sprzątaczkę” warto bowiem obejrzeć, a po seansie każdego odcinka poruszająca historia Alex będzie jeszcze długo przewijać się w naszej głowie.
Związane jest z nimi konkretne niebezpieczeństwo - sprawiają wrażenie wiarygodnych, niosących wiedzę o tym, jak funkcjonują relacje międzyludzkie. W rzeczywistości jest to tylko wprowadzające w błąd złudzenie. Trudno jednoznacznie określić powszechność występowania zjawiska przemocy domowej. Oczywiście dysponujemy statystykami policyjnymi, które potrafią nam podać konkretne dane, ale dotyczą one przypadków zgłoszonych, wobec których rozpoczęto procedurę Niebieskiej Karty. O ilu ofiarach nie wiemy? Jak wiele osób doświadcza przemocy i nie szuka pomocy? To pozostaje tajemnicą. Wiemy jednak, że bywają to osoby, które z jakiegoś powodu same nie potrafią wyrwać się z kręgu przemocy. Potrzebują wsparcia, kogoś, kto wyciągnie pomocną dłoń. Powszechność i głębokie zakorzenienie niektórych mitów dotyczących przemocy domowej bardzo utrudnia dotarcie ze skuteczną pomocą do tych, którzy jej potrzebują. Tymczasem brak reakcji i podjęcia adekwatnych działań może zakończyć się tragicznie. W tym tekście postaram się skutecznie rozprawić z najpowszechniej występującymi mitami lub stereotypami i opisać faktyczne mechanizmy napędzające przemoc domową. Mit pierwszy: pewnie zasłużyła Ten potworny mit jest źródłem niewyobrażalnego cierpienia i ogromnych tragedii. Po pierwsze: jedynym winnym przemocy jest jej sprawca. Nie ma żadnych okoliczności, które mogłyby usprawiedliwić jego przemoc. Nie istnieją też sytuacje, w których w jakikolwiek sposób moglibyśmy na ofiarę przerzucić choćby część winy za wyrządzone zło. Powtórzę jeszcze raz: wina leży po stronie sprawcy. Zawsze. Przemoc zachodzi tam, gdzie silniejszy wykorzystuje swoją przewagę (nie mówię tu tylko o sile fizycznej, bo i przemoc fizyczna nie jest jedyną formą krzywdzenia, jakiego może doświadczać człowiek), aby w jakiś sposób skrzywdzić drugiego, wywołać u niego cierpienia lub zmusić do czegoś, czego ten zrobić nie chce. Jak zatem może nam przyjść do głowy, że istnieją okoliczności, w których moglibyśmy usprawiedliwiać wykorzystywanie przemocy lub że można na nią w jakikolwiek sposób "zasłużyć"? Być może od postawienia tych pytań powinniśmy rozpocząć obalanie pierwszego mitu. Trzeba nam bowiem postawić sprawę jasno, przemoc jest niedopuszczalna, nie jest ona sposobem na rozwiązywanie konfliktów czy drogą do budowania zasad funkcjonowania gospodarstwa domowego. Jedynym winnym przemocy jest jej sprawca Człowiekowi doświadczającemu przemocy trudno jest znaleźć siłę, aby komuś zaufać i opowiedzieć o tym, czego doświadcza. Jeśli mimo tego ofiara przemocy obdarzy kogoś zaufaniem i zdecyduje się otworzyć, a w odpowiedzi usłyszy: to pewnie twoja wina, nie jesteś dobrą żoną / pewnie jakoś zasłużyłaś / może zrobiłaś coś, co go zdenerwowało, to znów doświadcza kolejnej przemocy, również wyjątkowo bolesnej. Osoba krzywdzona odczuwa wówczas ból niezrozumienia, pogłębiającej się samotności, zagubienia związanego z tym, że już nie wie, co robić, nie wie, gdzie szukać pomocy. Dlatego takie zderzenie się z niezrozumieniem może skutkować tym, że zaprzestanie ona poszukiwania pomocy i wsparcia, a to może skończyć się nawet jej śmiercią. Mit drugi: skoro wciąż z nim jest, to na pewno nie jest tak źle Wydaje nam się, że sprawa jest prosta. Czyż nie jest tak, że w sytuacji, w której mąż stosuje wobec swojej żony przemoc (fizyczną, psychiczną, ekonomiczną, seksualną) ona po prostu mu na to nie pozwala i aby uniknąć takiego traktowania od razu szuka pomocy lub od niego odchodzi? Cóż, ta kwestia jest o wiele bardziej zawiła i coś, co wydaje się oczywiste, oczywistym zupełnie nie jest. Możemy sobie wyobrazić kobietę, której dzieciństwo było przepełnione przemocą. Jej ojciec krzywdził ją i jej bliskich, odkąd pamięta. Tak zwany zdrowy rozsądek podpowiedziałby nam, że kobieta z tak trudną przeszłością, gdy tylko osiągnie samodzielność i będzie mieć szansę na zbudowanie własnej rodziny, nigdy nie wejdzie w związek z mężczyzną stosującym przemoc. Niestety, taka wizja często nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Każdy z nas najbardziej komfortowo i bezpiecznie czuje się w środowisku i pośród okoliczności, które najlepiej zna. Opisana kobieta nie zaznała życia innego niż to, które przepełnione jest bólem, strachem i prawem siły. Dlatego bardzo możliwe, że wchodząc w relacje romantyczne i budując związki, będzie preferować partnerów stosujących przemoc. Nauczyła się już funkcjonować w świecie, w którym będzie bita i poniżana, zupełnie nie zna takiego, w którym byłaby szanowana, kochana i traktowana po partnersku. Strach przed nieznanym jest większy niż ten przed kolejną awanturą, wizytą policji czy dotkliwym pobiciem. Pomoc takiej osobie jest trudna. Wymaga przełamania schematu, który był wzmacniany przez lata, wskazania innej perspektywy, nauczenia się życia na nowo. To duże wyzwanie, ale wciąż możliwe do zrealizowania. Bezcenna w takich sytuacjach jest współpraca bliskich lub przyjaciół ofiary ze specjalistą (psychologiem, interwentem kryzysowym, pracownikiem socjalnym). Potrzebna jest też pamięć o tym, że rzeczywistość nie jest czarno-biała, a pewne zależności nie są tak oczywiste jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Mit trzeci: przecież mu przysięgałaś, przecież macie dzieci, przecież trzeba się poświęcać Na ten mit składają się patologiczne ujęcia wierności oraz poświęcenia. Nikt z nas nie jest zobowiązany do tego, aby trwać u boku drugiego człowieka, gdy taka relacja jest niebezpieczna dla zdrowia lub życia jednej ze stron. Ofiara przemocy ma święte prawo do tego, aby szukać pomocy i sposobów na to, aby zapewnić bezpieczeństwo sobie oraz innym (na przykład dzieciom). Bywa też tak, że partner wyładowuje całą swoją agresję na partnerce i nie bije dzieci. Zdarza się wówczas, że kobieta w imię wierności pozostaje przy mężu, umacniając się w swojej decyzji tym, że jako matka musi się poświęcić. Przecież mąż bije "tylko" ją, a nie dzieci, one są bezpieczne, a dzieci muszą mieć ojca, muszą mieć rodzinę, inaczej nie będą szczęśliwe. Tymczasem dzieci, dokładnie tak jak ich matka, w tej sytuacji także są ofiarami przemocy. Każdy, kto jest świadkiem przemocy, sam również jej doświadcza. W tym wypadku dzieci obserwujące przemoc fizyczną (ojciec bijący matkę) same stają się ofiarami przemocy psychicznej (takie wydarzenia są traumatyzujące). Osoba doświadczająca przemocy potrzebuje wsparcia, które pomoże jej w wyrwaniu się z błędnego koła zadawania bólu, w którym utknęła. Rolą osób, które są w jej otoczeniu jest dołożenie wszelkich starań, aby ten niszczący mechanizm przerwać, a nie wzmacniać jego działanie podsuwaniem wypaczonych obrazów wierności czy poświęcenia. Mit czwarty: ofiarami przemocy są tylko kobiety Statystyki policyjne wykazują, że kobiety stanowią zdecydowaną większość wśród ofiar przemocy domowej. Z tego też powodu, to im poświęciłam najwięcej miejsca w tym tekście (choć zagadnienia zawarte w poprzednich punktach można też odnieść do sytuacji, gdy krzywdzeni są mężczyźni). Chcę wyraźnie podkreślić, że zarówno sprawcami, jak i ofiarami przemocy mogą być różne osoby, tak kobiety jak i mężczyźni. Na początku tekstu zaznaczyłam, że nie potrafimy jednoznacznie określić o jak wielu historiach doświadczania przemocy nie wiemy. Moim zdaniem, w przypadku mężczyzn, którzy są ofiarami różnych form przemocy, margines niedoszacowania może być znaczący. Mężczyźni bywają krzywdzeni, tak przez kobiety, jak i przez innych przedstawicieli tej samej płci, a ich sytuację utrudniają stereotypy, które mocno wpływają na to jak postrzegamy tzw. prawdziwych mężczyzn. Dotyczą one siły, samodzielnego radzenia sobie z trudnościami i "bycia twardym" (za wszelką cenę). W świecie, w którym takie stereotypy, niestety, wciąż są żywe trudno przyznać się mężczyźnie do tego, że doświadcza jakiejś formy przemocy ze strony kobiety. Każdy, kto jest świadkiem przemocy, sam również jej doświadcza. Idąc dalej, nie ma ośrodków specjalizujących się w tym, aby nieść pomoc mężczyznom, którzy są ofiarami przemocy domowej (takie ośrodki tworzy się z myślą o krzywdzonych kobietach). A prawda jest przecież taka, że oni tak samo cierpią, tak samo tracą nadzieję na lepsze jutro i radość życia. Każda osoba doświadczająca przemocy, niezależnie od swojej płci (i jakichkolwiek innych czynników) zasługuje na szacunek, pomoc i wsparcie. Pamiętajmy o tym, bo dzięki temu nasze działania będą bardziej skuteczne. Nie kierujmy się mitami, tylko szukajmy wiedzy Mity oraz stereotypy dotyczące przemocy domowej są powszechne i często głęboko zakorzenione w naszych umysłach. W końcu słyszeliśmy je odkąd pamiętamy, powtarzało je tak wiele osób. Związane jest z nimi konkretne niebezpieczeństwo - sprawiają wrażenie wiarygodnych, niosących wiedzę o tym, jak funkcjonują relacje międzyludzkie. W rzeczywistości jest to tylko wprowadzające w błąd złudzenie. Stereotypy i mity to niczym niepoparte uproszczenia, które ułatwiają wyciąganie pochopnych wniosków i ocenianie, ale nie mogą być użyteczne w niesieniu wsparcia innym oraz w zrozumieniu ich sytuacji, ponieważ nie pomagają nam w odkryciu prawdy. Warto zdobywać wiedzę na temat mechanizmów działania przemocy domowej, bo nigdy nie wiadomo czy na drodze naszego życia nie stanie człowiek uwikłany w przemoc. Mając choćby niewielką wiedzę w tym zakresie już zwiększamy szansę na to, że temu, już skrzywdzonemu, człowiekowi nie dołożymy cierpienia, ale będziemy potrafili wesprzeć, wlać w serce trochę nadziei i towarzyszyć w znalezieniu specjalistycznej pomocy.
filmy o przemocy w domu